Ł jak Łepkowska

Nakładem wydawnictwa Prószyński Media ukazał wywiad rzeka z „królową polskich seriali”.

Przeciętny widz kojarzy ulubione seriale z twarzami występujących w nich aktorów. To utożsamienie jest na tyle silne, że w jego oczach nawet znani i cenieni artyści są nikim więcej jak tylko doktorem Lubiczem, dziadkiem Dionizym czy Lucjanem Mostowiakiem. Nazwać taki stan rzeczy zaszufladkowaniem to mało. Czy w takim razie w lepszej sytuacji nie znajdują się ludzie, którzy przy produkcji seriali odgrywają największą rolę, ale w uwagi na to, że nie występują przed kamerą, są praktycznie nieznani szerszej publiczności?
Jest jednak jedna osoba, która mimo, że „tylko” pisze scenariusze, to jednak zaistniała w świadomości widzów (czy jak kto woli: na stronach kolorowych magazynów). To Ilona Łepkowska, nazywana „królową polskich seriali”. Swoją przygodę ze scenopisarstwem zaczynała od filmów kinowych, takich jak „Och, Karol” czy „Kogel-mogel”. W czasach, kiedy większość polskich aktorów znalazło stałe posady w tasiemcowych serialach, także i ona przeszła do świata telewizji. Pisała m.in. do „Klanu” i „Na dobre i na złe”. Za jej największy sukces powszechnie uważany jest jednak serial „M jak Miłość”. Saga o rodzinie Mostowiaków podbiła serca widzów i sprawiła, że nazwisko Łepkowska stało się dla serialu gwarantem sukcesu. Po „M jak Miłość” przyszła kolej na „Barwy Szczęścia”, kolejne i jak na razie ostatnie „dziecko” scenarzystki.
Niesamowita popularność sprawiła, że pisma plotkarskie zainteresowały się Łepkowską w nie mniejszym stopniu niż aktorami grającymi w stworzonych przez nią serialach. Książka „Ł jak Łepkowska” jest zapisem rozmowy, jaką z tytułową bohaterką przeprowadził Andrzej Opola. Scenarzystka pragnie przy jej pomocy pokazać siebie, taką jaką jest naprawdę. Uświadomić czytelnikom (a przede wszystkim widzom), że nie żyje życiem, które opisuje. Pisanie scenariuszy jest dla niej tylko pracą. Trzeba jednak przyznać, że pracą, która zajmuje jej sporą część życia. Łepkwoska w rozmowie zachowuje spory dystans, nie ujawnia wszystkiego, nie rzuca nazwiskami, nie powtarza gorących plotek ze świata show biznesu. Niewiele też zdradza ze swego życia prywatnego. To całkiem nowe podejście, gdyż współczesne społeczeństwo przyzwyczajone jest do tego, że popularne osoby bez ogródek mówią o swoim życiu (nieudanych związkach, nałogach, przyzwyczajeniach itd.).
„Ł jak Łepkwoska” to pozycja, którą powinni zainteresować się fani seriali pokroju „M jak Miłość”, którzy żyją życiem telewizyjnych bohaterów i nie potrafią zrozumieć, że to, co oglądają na ekranie, jest efektem wyobraźni jednej, góra kilku osób, dla których tworzenie tego rodzaju fabuł jest rutynową, zarobkową pracą, a nie natchnioną misją społeczną. Powinni po tą książką sięgnąć również wszyscy, którzy pragną żyć ze scenopisarstwa. No i w reszcie wszyscy, którzy po prostu chcą bliżej poznać osobę tworzącą historie, którymi żyją miliony Polaków.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *